Kiedy 8 czerwca o godzinie 04:45 rano stawiliśmy się na placu 700-lecia w Zblewie, większość z nas przypominała ……. Ale plan był prosty: kierunek południe!
Dzień 1: Nietoperze i jaskinie (Poniedziałek) – Po 8 godzinach w autokarze, zamiast narzekać, ruszyliśmy na podbój Ojcowskiego Parku Narodowego. Maczuga Herkulesa stoi jak stała, a w Jaskini Nietoperzowej nikt nikogo na szczęście nie ugryzł (choć parę osób miało ochotę po tak wczesnej pobudce). Wieczorem dotarliśmy na Podhale do najwyżej położonej wsi w Polsce – Zębu. Przeżyliśmy pierwsze starcie z lokalną kuchnią podczas obiadokolacji i poszliśmy spać z wizją górskiego trekkingu.
Dzień 2: Hardkorowy wtorek (Wyprawa na całego) Zamiast rozgrzewki, od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę! Po szybkim śniadaniu o 7:00, od godziny 8:00 do 18:00 czekała nas całodzienna piesza wycieczka na Halę Gąsienicową i Czarny Staw Gąsienicowy. Choć organizatorzy straszyli w regulaminie deszczem, śniegiem, wiatrem i lodowatą syberyjską temperaturą, daliśmy radę! Nasze buty na twardej podeszwie zdały egzamin. Nikt nie został w górach na stałe, co opiekunowie prawdopodobnie uznali za swój osobisty sukces roku.
Dzień 3: Deszczowa środa (Gubałówka i survival do Zębu) W środę zaliczyliśmy zwiedzanie Zakopanego (Pamiątki kupione, oscypki zjedzone, portfele wyczyszczone) i wjazd na Gubałówkę! Widoki były super, dopóki pogoda nie postanowiła przetestować naszej odporności psychicznej. Powrót pieszo do pensjonatu w Zębie odbył się w totalnym deszczu – wracaliśmy przemoczeni, ale dumni, z godnością godną prawdziwych taterników. Potem przyszedł czas na osuszenie ubrań i to, co tygryski lubią najbardziej – dyskotekowa integracja klasowa i ładowanie baterii przed finałem.
Dzień 4 & Wielki Finał: Kraków i podziemia (Czwartek/Piątek) W czwartek spakowaliśmy resztki sił i ruszyliśmy do Krakowa. Rynek Główny zaliczony, Dzwon Zygmunta odhaczony, obiad w restauracji zjedzony. Zamiast jednak odpoczywać, ruszyliśmy komunikacją lokalną do Wieliczki, żeby dać się zamknąć kilkaset metrów pod ziemią. Zwiedzanie Kopalni Soli o godzinie 17:30? Czemu nie! Przynajmniej nikt nie widział w ciemnościach, jak bardzo jesteśmy już zmęczeni.
PODSUMOWANIE: Wyjechaliśmy jako siódmoklasiści ze Zblewa, wróciliśmy w piątek przed 5 rano jako zahartowani w boju weterani górskich szlaków, ulewnego deszczu i podziemnych labiryntów. Meldujemy wykonanie zadania: PRZETRWALIŚMY! (A legitymacje szkolne, o które tak wszyscy krzyczeli, na szczęście też wróciły w jednym kawałku).
Grzegorz Młyński








